Despliegue vocal "Tosca" - Rozwinięcie szyków wokalnych w "Tosce" - recenzja

 

     noticiasdenavarra.com               

Despliegue vocal "Tosca" 

 

 8 de Diciembre de 2011

Reparto: Carmen Solís (Tosca); José Ferrero (Cavaradossi); Christopher Robertson (Scarpia), Javier Borda (Angelotti) , Vincens Esteve (Spoleta), Fernando Latorre (sacristán), Carlos Ruiz ( Sciarrone), Pablo Pascual (carcelero), Jone Martínez pastorcillo). Acompañamiento: Coro de la Agao, dirigido por Jordi Freixa; Coro infantil Leioa, dirigido por Basilio Astúlez; Orquesta Filarmónica de Olsztyn. Dirección de escena: Lander Iglesias (semiescenificada), Piotr Sulkowski. Producción: AGAO-AMAK (Asociación Musical Alfredo Kraus). Lugar: Auditorio Baluarte. Fecha: 26 de noviembre de 2011. Público: Lleno. Incidencias: Se pidieron firmas para la supervivencia de la AGAO, ante los recortes presupuestarios.

HAY voces. Sin duda el comentario más unánime a la última (¿última? ¿última?) entrega operística de la Asociación Gayarre Amigos de la Ópera. Y es que esta Tosca se ha caracterizado por la rotundidad vocal de sus intérpretes; y no sólo los protagonistas, sino también los secundarios. Una Tosca en la que, aunque semiescenificada, apenas se echó en falta la escena total, ya que los personajes, bien caracterizados, apropiados en figura y voz a sus respectivos roles, y con una extraordinaria respuesta dramática individual, lograron esa espesa atmósfera de tragedia urdida por un Barón Scarpia mussoliniano, ante una Tosca, -muy bien defendida por Carmen Solís no sólo en voz, sino en carácter- que, al fin y al cabo, no es una tigresa -como a veces la interpretan algunas divas- sino una mujer obligada por las circunstancias; no muy alejada de otros grandes personajes femeninos de Puccini, como Mimi o Butterfly. Su aria cumbre -vissi d'arte- no es tanto de protesta o resolución, cuanto de desesperanza. Todo aliviado -apenas diez minutos- por la espléndida intervención del coro en el Te Deum, y la soltura del coro infantil.

Reparto, pues, muy homogéneo. Lo mejor que puede ocurrir en una ópera. Y de alta calidad, porque es fundamental en Puccini el volumen y la intensidad. Sin altibajos en los comentarios, respuestas y ambientación de los secundarios. Con una orquesta correcta -sólo dos contrabajos en Puccini se me hace un poco corto-, y un maestro concertador -Sulkowski- soberbio en control, rubato, y cuidado a los cantantes.

El personaje de Tosca tiene una exigencia vocal implacable, de agudos cumbres resultantes de una regulación progresiva intensa y poderosa. Carmen Solís, que luce un timbre dramático, pero sin oscuridades, cantó muy bien. Incluso por encima de su calidad vocal está su fraseo, su matización en los fuertes-pianos, su cualidad de lograr una altísima tensión con la dosificación, el aplomo y dominio de su canto. El vissi d'arte, meditativo, sosegado, profundo, fue sólo una muestra de toda su excelente intervención. Fue muy justamente aclamada por el público. Su partenaire, José Ferrero, en el rol de Cavaradossi, la secundó muy bien. Homogéneo en toda su escala, mantiene el mismo color en voz media y agudo, con timbre claro y total solvencia. Pero, en esta ópera, el verdadero cuerpo a cuerpo de la soprano no es con el tenor sino el barítono. Christopher Robertson empapó de maldad el perverso personaje de Scarpia. Teatralmente impecable. Vocalmente, rotundo y contundente. Eso sí, admitiendo que en los últimos tiempos, estos roles se han atenorado. Puestos a pedir, a mi me gusta más, para este papel, un barítono que tienda más hacia el grave. Pero, esto, en nada desmerece su tremebundo diálogo con Tosca. Autoritario y temible, pero a partir de la voz, no de aspavientos teatrales. Todos los cantantes supieron suplir la escena corta -(tampoco es que fuera inexistente)- con su aporte individual, sobre todo vocal, que al fin y al cabo, es lo más importante.

Excelente el sacristán de Fernando Latorre, desde luego muy por encima de lo que se suele escuchar en este rol. Y muy solventes las cortas intervenciones del resto.

Lander Iglesias resuelve muy bien, con cuatro cosas, el ambiente de la ópera. Y el polaco Piotr Sulkowski admiró por la excelente dirección, incómoda a veces, con los protagonistas a su espalda. Una gran velada de ópera.

 

 

                                                                                                                                                                                    

      nnnnnnn                 nnnn 

Rozwinięcie szyków wokalnych w "Tosce"

noticiasdenavarra.com

Czwartek, 8 grudnia 2011

 

Obsada:Carmen Solís (Tosca); José Ferrero (Cavaradossi); Christopher Robertson (Scarpia), Javier Borda (Angelotti) , Vincens Esteve (Spoleta), Fernando Latorre (sacristán), Carlos Ruiz ( Sciarrone), Pablo Pascual (carcelero), Jone Martínez pastorcillo). Towarzyszenie:Chór Agao, pod kierownictwem Jordi Freixa; Chór dziecięcy Leioa, prowadzony przez Basilio Astúlez; Olsztyńska Orkiestra Symfoniczna. Reżyseria: Lander Iglesias (wystawienie półkoncerowe), Piotr Sulkowski. Produkcja: AGAO-AMAK (Asociación Musical Alfredo Kraus). Miejsce:Auditorio Baluarte. Data: 26  listopad 2011. Publiczność: Pełna sala. Dodatkowe okoliczności:Zbierano podpisy wsparcia dla AGAO, wobec cięć budżetowych.

Dobre głosy. Niewątpliwie komentarz powszechnie wyrażany po ostatnim (nomen omen?) przedstawieniu operowym Asociación Gayarre Amigos de la Ópera. Tym razem Tosca zadowoliła kunsztem wokalnym głównych wykonawców; nie tylko pierwszoplanowych, ale i pozostałych. Tosca w której, mimo wykonania półkoncertowego, właściwie nie brakowało pełnej sceny, gdyż protagoniści byli dobrze obsadzeni , tak wokalnie jak i aktorsko. Nadali dramatyczną intensywność i tragizm historii wynikłej z knowań Barona Scarpia, w typie Musolliniego, wobec Toski, -bardzo dobrze przedstawionej przez Carmen Solís nie tylko głosowo, ale i w charakterze, nie tak drapieżna –jak czasem interpretują niektóre śpiewaczki- ale jako kobietę przymuszoną okolicznościami nie tak odległa od innych postaci kobiecych Pucciniego jak Mimi czy Butterfly. Jej główna aria -vissi d'arte- nie wyraża buntu a raczej desperację. Przychodzi ukojenie – w niespełna dziesięć minut- we wspaniałym chórze w TeDeum, i w lekkości chóru dziecięcego.

Obsada, więc, bardzo wyrównana. To co najlepsze przy wystawieniu opery. Wysoki poziom, gdyż w Puccinim tak ważna jest siła i intensywność. Równie wyrównane w komentarzach, odpowiedziach i kolorycie w partiach drugiego planu. Towarzyszyła orkiestra poprawnie (-bez zarzutu) -tylko dwa kontrabasy w Puccinim to trochę mało, i dyrygent (maestro concertador) -Sulkowski- znakomicie panujący nad przebiegiem, rubato, i prowadzeniem solistów.

Partia Toski jest wokalnie bardzo wymagająca, z wysokimi partiami intensywnymi i pełnymi siły. Carmen Solís, dysponuje barwą dramatyczną, jednak bez ciemnej barwy, śpiewała bardzo dobrze. Ponadto walory głosowe wzbogacają frazowanie, cieniowanie forte i piana, umiejętność budowania napięcia, dozowaniu i panowaniu nad głosem. W vissi d'arte, medytacyjnej, uspokojonej, głębokiej, jako przykład dla całej znakomitej partii. Została jakże słusznie nagrodzona oklaskami przez publiczność. Jej partenaire, José Ferrero, w roli Cavaradossiego, towarzyszył bardzo dobrze. Wyrównany w całej skali głosu, utrzymuje tą samą barwę zarówno w średnich partiach jak i wysokich w pełni kunsztu. Jednakowoż w tej operze, rzeczywisty dialog to nie jest tenor a le baryton. Christopher Robertson nasycił prawdziwą przewrotnością ciemną postać Scarpia. Teatralnie bezbłędne. Wokalnie, bez zarzutu i przekonywujące. Jedynie, można nadmienić, że ostatnio te role zwykło się wykonywać w kierunku tenorów. Osobiście preferuję, w tej roli, barítono z tendencją w kierunku niskich rejestrów. Niemniej w żadnym razie nie ustępuje, w dialogu z Toską. Autorytarny i budzący lęk, osiągając efekt środkami wokalnymi i nie tyle teatralnymi. Wszyscy soliści potrafili wzbogacić w w swoich krótkich interwencjach, choć zauważalnych – swój indywidualny wkład, głównie wokalny, co w końcu jest najważniejsze.

Znakomity zakrystian - Fernando Latorre, wyraźnie ponad to co można usłyszeć w tej roli. Ponadto bardzo udane epizodyczne partie pozostałych.

Lander Iglesias osiągnoł własciwy efecto, mimo ograniczeń formalnych, nadając odpowiednią oprawę. A Polski dyrygent Piotr Sulkowski wzbudzil podziw dla swojego kunsztu dyrygenckiego, mimo pewnej niewygody mając solistów za plecami. Bardzo udany wieczór operowy.

 

 

projekt i wykonanie: Promocja Filharmonii & Artneo.pl Artneo